ISTOTA.info

Niezależne dziennikarstwo. Journalism with integrity

Advertisement

Jeszcze jeden szczebel

Dlaczego człowiek ryzykuje, choć wie, że może spaść?
Drabina stoi w garażu, piwnicy albo za domem. Wyciągamy ją, kiedy trzeba coś poprawić, zawiesić gwiazdę na czubku bożonarodzeniowej choinki, przyciąć gałąź lub dostać się do miejsca poza zasięgiem rąk. Znamy przecież to narzędzie od dzieciństwa. Wchodziliśmy na nie dziesiątki, może setki razy. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
W poprzednich tekstach przyglądałem się wypadkom, ich okolicznościom, wadliwemu sprzętowi i sposobom zapobiegania upadkom. Pozostaje jednak pytanie, które wydaje mi się szczególnie ważne. Dlaczego właściwie podejmujemy ryzyko, nawet kiedy wiemy, że jest niepotrzebne?
Sam uległem kilku wypadkom podczas uprawiania sportu. Jazda konna, pokonywanie przeszkód w terenie, sytuacje, w których podejmowałem ryzyko, chociaż nic mnie do tego nie zmuszało. Nie chodziło przecież o ratowanie życia ani zaspokojenie podstawowych potrzeb. Była natomiast ciekawość, chęć sprawdzenia własnych możliwości, doświadczenia czegoś nowego. Do dziś zastanawiam się, co właściwie popychało mnie do takich działań.
Czy za współczesną potrzebą rozrywki, pokonywania przeszkód i sprawdzania siebie nie kryją się znacznie starsze mechanizmy, związane z ewolucyjną koniecznością przetrwania? Nasi przodkowie musieli przecież poznawać nieznane miejsca, zdobywać pożywienie, podejmować decyzje bez pewności ich powodzenia. Unikanie każdego zagrożenia nie zawsze było możliwe, a czasem mogło oznaczać utratę szansy na przeżycie.
Współczesna psychologia i neuronauka badają procesy związane z wyborem między eksplorowaniem nowych możliwości a korzystaniem z rozwiązań już sprawdzonych. Przegląd badań Lindsay Wyatt i współautorów z 2024 roku opisuje udział różnych obszarów mózgu w takich decyzjach. [1] Nie oznacza to jednak, że zamiłowanie do ryzyka jest prostym spadkiem po ewolucji. Badacze zachowań związanych ze zdobywaniem pożywienia zwracają uwagę, że nadal nie dysponujemy jednym, wystarczająco potwierdzonym wyjaśnieniem ewolucyjnych mechanizmów wyboru ryzyka. [2]
Możemy więc szukać podobieństw między dawną koniecznością podejmowania niebezpiecznych działań a dzisiejszą potrzebą wyzwań, ale nie powinniśmy traktować tych podobieństw jako dowodu na istnienie jednego odziedziczonego instynktu.
Zresztą człowiek uprawiający wymagający sport niekoniecznie szuka samego niebezpieczeństwa. Przegląd badań opublikowany w 2024 roku przez Odette Hornby i współautorów wskazuje na znacznie bogatszy zestaw motywacji: potrzebę sprawczości, przeżyć, rozwoju umiejętności czy kontaktu z otoczeniem. [3] Ryzyko bywa częścią takiego doświadczenia, choć nie musi być jego celem.
Z drabiną jest trochę inaczej. Nie wchodzimy na nią, żeby przeżyć przygodę. Chcemy coś zrobić, najlepiej szybko. A skoro wcześniej nic nam się nie stało, zaczynamy uważać własne doświadczenie za wystarczające zabezpieczenie.
Psycholog Neil Weinstein opisał zjawisko nierealistycznego optymizmu. W badaniu opublikowanym w 1987 roku wykazał, że ludzie bywają skłonni uznawać własne zagrożenie za mniejsze niż zagrożenie innych osób. Co ciekawe, taka ocena może wynikać również z wcześniejszych doświadczeń, kiedy niekorzystne zdarzenie nie nastąpiło. [4]
Znamy to z codziennego życia. Wypadki zdarzają się innym. Nam dotychczas się udawało, więc dlaczego miałoby się nie udać ponownie?
Jeszcze bardziej niepokojący jest mechanizm przyzwyczajania się do zagrożeń. Brian A. Anderson i współautorzy w przeglądzie badań opublikowanym w 2024 roku wyjaśniają, jak wielokrotny kontakt z niebezpieczną sytuacją, który nie kończy się wypadkiem, może stopniowo osłabiać naszą uwagę. Mózg uczy się ignorować bodźce uznawane za mało istotne. W normalnych warunkach pozwala to sprawnie funkcjonować. W niebezpiecznym otoczeniu może prowadzić do tragicznych pomyłek. [5]
Paradoks polega na tym, że człowiek mający duże doświadczenie może przestać zauważać zagrożenie, które dostrzegłby ktoś początkujący. Nie oznacza to, że doświadczenie jest nieprzydatne. Przeciwnie, zwykle pomaga przewidywać skutki działań. Problem zaczyna się wtedy, gdy zastępujemy nim rzeczywistą ocenę sytuacji.
Socjolożka Diane Vaughan, analizując katastrofę promu kosmicznego Challenger, opisała proces normalizacji odstępstw od zasad bezpieczeństwa. [6] To, co początkowo wydawało się niedopuszczalne, stopniowo uznawano za akceptowalne, ponieważ wcześniejsze odstępstwa nie kończyły się katastrofą.
Wystarczy przypomnieć sobie drabinę ustawioną trochę za daleko od miejsca pracy. Zamiast zejść i ją przestawić, wychylamy się o kilka centymetrów. Nic się nie stało. Następnym razem zrobimy podobnie. Właśnie tak niebezpieczne zachowanie może stać się codziennym zwyczajem.
Jest jeszcze jedna sprawa, która przyszła mi do głowy podczas zastanawiania się nad naszym stosunkiem do ryzyka. Ubezpieczenie.
Czy świadomość, że po wypadku możemy otrzymać odszkodowanie, nie osłabia czasami ostrożności? Czy nie powstaje złudzenie, że skoro istnieje zabezpieczenie finansowe, to konsekwencje niebezpiecznego działania będą łatwiejsze do zniesienia?
Ekonomia zna pojęcie moral hazard, czyli pokusy nadużycia ochrony ubezpieczeniowej. Gdy część kosztów naszych działań ponosi ktoś inny, może zmieniać się również gotowość do ryzyka. Nie jest to jednak mechanizm uniwersalny. Badanie D. Dave’a i R. Kaestnera z 2009 roku wykazało określone zmiany zachowań zdrowotnych związane z uzyskaniem amerykańskiego ubezpieczenia Medicare, zwłaszcza wśród starszych mężczyzn. [7] Nie można z tego wyprowadzić wniosku, że osoby ubezpieczone częściej spadają z drabin. Takiego związku przywołane badanie w ogóle nie analizowało.
Ważniejsze wydaje mi się inne pytanie. Co właściwie może nam wynagrodzić odszkodowanie?
Pieniądze mogą pomóc w leczeniu, rehabilitacji, przystosowaniu mieszkania czy utrzymaniu rodziny. Nie przywrócą jednak utraconej sprawności, jeżeli jej odzyskanie okaże się niemożliwe. Nie oddadzą czasu, którego nie mogliśmy spędzić z bliskimi. Nie usuną bólu, ograniczeń i wszystkich zmian, jakie wypadek może wprowadzić w codziennym życiu.
A przecież nie każdy ma dodatkowe ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Bez niego finansowe konsekwencje poważnego urazu mogą być szczególnie dotkliwe. Nie oznacza to oczywiście, że brak prywatnej polisy pozbawia człowieka prawa do leczenia.
Czy należałoby zatem bardziej rygorystycznie przyznawać odszkodowania? W Polsce przepisy dotyczące ubezpieczenia wypadkowego już przewidują ograniczenia. Artykuł 21 ustawy z 30 października 2002 roku wskazuje między innymi na sytuację, gdy wyłączną przyczyną wypadku przy pracy było udowodnione, umyślne lub wynikające z rażącego niedbalstwa naruszenie przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia. [8]
Nie jestem jednak przekonany, że dalsze zaostrzanie zasad byłoby dobrym rozwiązaniem. Wypadek może wynikać również ze złej organizacji pracy, pośpiechu narzuconego przez pracodawcę, niesprawnego sprzętu albo niewłaściwego szkolenia. Ograniczanie pomocy poszkodowanemu nie usunie tych przyczyn. Może natomiast pogorszyć sytuację całej jego rodziny.
Rozsądniej byłoby wykorzystać system ubezpieczeń do skuteczniejszego zapobiegania wypadkom. Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy opisuje rozwiązania ekonomiczne zachęcające przedsiębiorstwa do poprawy warunków pracy, między innymi poprzez odpowiednio kształtowane składki i ulgi. [9] Tu widzę znacznie większy sens niż w samym ograniczaniu odszkodowań.
Pozostaje jednak zasadnicza trudność. Jak sprawić, żeby człowiek nie lekceważył zagrożenia właśnie wtedy, kiedy jest przekonany, że wszystko ma pod kontrolą?
Przychodzi mi na myśl lista kontrolna, podobna do tych używanych w transporcie czy lotnictwie. Ale czy monter będzie za każdym razem czytał instrukcję przed wejściem na drabinę? Czy nie zacznie zaznaczać kolejnych punktów automatycznie, żeby jak najszybciej zabrać się do pracy?
Może zamiast kartki należałoby zastosować blokadę, której zwolnienie wymaga potwierdzenia kilku warunków bezpieczeństwa. Tylko co właściwie potwierdziłoby naciśnięcie pięciu przycisków? Prawdopodobnie niewiele, jeżeli nie byłoby połączone z rzeczywistą kontrolą ustawienia i sprawności urządzenia. Kolejna formalność może dawać jedynie pozór zabezpieczenia.
Zastanawiałem się również nad wyglądem drabiny. Dlaczego nie miałaby być pomalowana w żółto-czarne pasy ostrzegawcze, podobne do oznaczeń stosowanych na drogach czy w pobliżu niebezpiecznych urządzeń? Takie kontrasty występują przecież także w przyrodzie. Osy i niektóre inne zwierzęta sygnalizują w ten sposób zagrożenie. Zjawisko to nazywamy aposematyzmem.
Czy nasza wrażliwość na takie wzory nie ma również ewolucyjnego podłoża?
W lutym 2026 roku w czasopiśmie „Scientific Reports” opublikowano badanie dotyczące rozpoznawania naturalnych wzorów ostrzegawczych u motyli i ciem. Uczestnicy oceniali je jako łatwiejsze do zapamiętania, ale późniejszy test nie potwierdził lepszego ich rozpoznawania. [10] Wyniki nie dotyczą bezpieczeństwa drabin. Pokazują jednak, że subiektywne wrażenie skuteczności ostrzeżenia nie musi odpowiadać rzeczywistemu działaniu naszej pamięci.
Nie mamy więc wystarczających podstaw, by twierdzić, że obowiązkowe żółto-czarne drabiny zmniejszyłyby liczbę wypadków. Samo oznakowanie sprzętu jest zresztą już objęte wymaganiami normy PN-EN 131-3+A1:2026-01. [11] Wprowadzenie dodatkowych kolorów należałoby poprzedzić badaniami, także nad tym, czy ich powszechność nie spowodowałaby kolejnego przyzwyczajenia.
To prowadzi do pytania o granice ostrzegania. Jeżeli wiemy, że człowiek może zignorować nawet wyraźny sygnał, czy powinniśmy wciąż dodawać nowe ostrzeżenia, czy raczej inaczej projektować urządzenia?
Psycholog James Reason, zajmujący się błędami ludzkimi, odróżniał podejście koncentrujące się na winie jednostki od podejścia systemowego. W tym drugim przypadku zakładamy, że ludzie będą popełniać błędy, i staramy się tworzyć zabezpieczenia, które nie pozwolą, aby pojedyncza pomyłka doprowadziła do katastrofy. [12]
Takie myślenie wydaje mi się szczególnie ważne. Nie wystarczy wymagać od człowieka uwagi. Trzeba ograniczać sytuacje, w których jej chwilowa utrata prowadzi do upadku. Odpowiednie podpory, zabezpieczenia przed poślizgiem, bezpieczne podesty, narzędzia pozwalające pracować z ziemi czy zwyczajnie lepsza organizacja pracy mogą znaczyć więcej niż kolejny napis ostrzegawczy.
Amerykański National Institute for Occupational Safety and Health w swojej hierarchii środków ochronnych na pierwszym miejscu stawia eliminację zagrożenia, następnie zastępowanie niebezpiecznych rozwiązań bezpieczniejszymi i zabezpieczenia techniczne. Dopiero dalej znajdują się procedury organizacyjne i środki ochrony indywidualnej. [13]
Być może więc w przyszłości będziemy projektować budynki i urządzenia tak, żeby konieczność wchodzenia na drabiny stała się znacznie rzadsza. A tam, gdzie będzie nieunikniona, sprzęt powinien lepiej chronić również przed naszymi błędami.
Pozostaje jeszcze pytanie o odpowiedzialność, która nie wynika bezpośrednio z przepisów ani technicznych zabezpieczeń.
Hans Jonas w książce „Zasada odpowiedzialności” rozważał, jak rozwój cywilizacji technologicznej zmienia zakres ludzkich obowiązków wobec przyszłości i konsekwencji własnych działań. [14] Nie pisał oczywiście o zwyczajnym wchodzeniu na drabinę. Jego rozważania skłaniają jednak do refleksji, czy wraz ze wzrostem wiedzy o zagrożeniach nie powinna rosnąć również nasza zdolność do ich unikania.
Myślę też o czymś prostszym, o wartości naszego życia.
Nie chodzi o przekonanie o własnej wyjątkowości. Jesteśmy ważni dla siebie, rodziny, przyjaciół i ludzi, z którymi tworzymy wspólnotę. Mamy swoje plany, zainteresowania, miejsca, do których chcemy wracać. Świat pozostaje ciekawy i piękny, niezależnie od tego, ile już zdążyliśmy zobaczyć. Warto zachować zdrowie i sprawność, żeby móc nadal w nim uczestniczyć.
Nie chciałbym jednak, żebyśmy z obawy przed wypadkami przestali podejmować wyzwania. Ciekawość, odwaga i potrzeba sprawdzania własnych możliwości wiele nam dały. Prawdopodobnie nadal będą niezbędne w rozwoju człowieka.
Ale istnieje ogromna różnica między ryzykiem, które podejmujemy świadomie dla ważnego celu, a takim, na które narażamy się z przyzwyczajenia, pośpiechu lub zwykłego niedbalstwa.
Kiedyś pokonywanie przeszkód w terenie było dla mnie również sposobem sprawdzania własnych możliwości. Dziś, zastanawiając się nad bezpieczeństwem zwyczajnej drabiny, coraz wyraźniej widzę, że samo doświadczenie nie wystarcza. Możemy dobrze znać własne możliwości i jednocześnie źle oceniać zagrożenie.
Nie każdą pracę da się wykonać bez drabiny i nie każde wejście oznacza brawurę. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyzwyczajenie zastępuje ocenę sytuacji. Kiedy doświadczenie daje nam poczucie bezpieczeństwa, którego w rzeczywistości nikt nie może zagwarantować. Być może najtrudniej przychodzi nam zaakceptować, że sprawność, wiedza i ostrożność nie eliminują ryzyka. Mogą je jedynie ograniczyć. A to już wystarczający powód, by nie lekceważyć nawet niewielkiej wysokości.
Janusz Bończak

Źródła:

[1] Wyatt L. E. i współautorzy, „Exploration versus exploitation decisions in the human brain: A systematic review of functional neuroimaging and neuropsychological studies”, „Neuropsychologia”, 2024, t. 192, 108740. DOI: 10.1016/j.neuropsychologia.2023.108740.
[2] Houston A. I., Rosenström T. H., „A critical review of risk-sensitive foraging”, „Biological Reviews”, 2024, t. 99, nr 2, s. 478–495. DOI: 10.1111/brv.13031.
[3] Hornby O. i współautorzy, „What factors explain extreme sport participation? A systematic review”, „Frontiers in Sports and Active Living”, 2024, t. 6, 1403499. DOI: 10.3389/fspor.2024.1403499.
[4] Weinstein N. D., „Unrealistic optimism about susceptibility to health problems: conclusions from a community-wide sample”, „Journal of Behavioral Medicine”, 1987, t. 10, nr 5, s. 481–500. DOI: 10.1007/BF00846146.
[5] Anderson B. A. i współautorzy, „Attention Failures Cause Workplace Accidents: Why Workers Ignore Hazards and What To Do About It”, „Policy Insights from the Behavioral and Brain Sciences”, 2024, t. 11, nr 1. DOI: 10.1177/23727322231218190.
[6] Vaughan D., „The Challenger Launch Decision: Risky Technology, Culture, and Deviance at NASA”, University of Chicago Press, 1996.
[7] Dave D., Kaestner R., „Health insurance and ex ante moral hazard: evidence from Medicare”, „International Journal of Health Care Finance and Economics”, 2009, t. 9, s. 367–390. DOI: 10.1007/s10754-009-9056-4.
[8] Ustawa z 30 października 2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych, art. 21, tekst jednolity Dz.U. z 2025 r., poz. 1644.
[9] Treutlein D., „External economic incentives for prevention”, OSHwiki, Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy.
[10] De Filippi F., Penacchio O., O’Connor A. R., Harris J. M., „Natural warning signals unexpectedly shape human metamemory ratings but not image recognition success”, „Scientific Reports”, 2026, t. 16, artykuł 10435. DOI: 10.1038/s41598-026-41178-y.
[11] Polski Komitet Normalizacyjny, PN-EN 131-3+A1:2026-01, „Drabiny. Część 3: Oznakowanie i instrukcje dla użytkownika”.
[12] Reason J., „Human error: models and management”, „BMJ”, 2000, t. 320, s. 768–770. DOI: 10.1136/bmj.320.7237.768.
[13] National Institute for Occupational Safety and Health, „Hierarchy of Controls”, Centers for Disease Control and Prevention, 2024.
[14] Jonas H., „Zasada odpowiedzialności. Etyka dla cywilizacji technologicznej”, przeł. Marek Klimowicz, Wydawnictwo Platan, Kraków 1996. Oryginał: „Das Prinzip Verantwortung”, 1979.